piątek, 29 kwietnia 2016

Test kosmetyków Nivea.

W ramach pierwszego wpisu chciałabym przedstawić się Wam w roli testerki :) W jednej z fejsbukowych grup ogłoszono możliwość wzięcia udziału w losowaniu testerów kosmetyków oczyszczających Nivea. Postanowiłam wziąć udział w zabawie i udało się, zostałam jedną z testerek! :) W ramach akcji dostałam od producenta całkiem sporą i paczkę z pełnowymiarowymi produktami, zawierającą co następuje:

1. Dwie paczki chusteczek do demakijażu:




2. Mleczko do demakijażu:




3. Krem do twarzy na noc:




4. 20 próbek mleczka do demakijażu, które mam rozdać znajomym i rodzinie :)


Jako że paczkę dostałam już jakiś czas temu, miałam okazję przetestować wszystkie produkty. Testy zaczęłam z pozytywnym nastawieniem, bo bardzo lubię kosmetyki Nivea, uwielbiam ich zapach podczas stosowania oraz ten pozostawiony na ciele. Nie liczyłam jednak na cuda, ponieważ wiem, jak większość kosmetyków do demakijażu wpływa na moją skórę.




Jako pierwszych postanowiłam użyć chusteczek do demakijażu. Do nich akurat podchodziłam ze sporą dozą sceptycyzmu, ponieważ jak do tej pory chusteczki wszystkich marek bardzo podrażniały moja skórę wokół oczu i powodowały pieczenie. Miałam słabą nadzieję, że w przypadku Nivea będzie inaczej, jednak znów czekało mnie rozczarowanie. Po kilkukrotnym przetarciu oka chusteczką natychmiast poczułam pieczenie i zauważyłam zaczerwienienie na skórze. Ponowiłam próbę, jednak po chwili musiałam przerwać, ból i pieczenie były nie do wytrzymania. Nie mogę powiedzieć, że jestem jakoś szczególnie rozczarowana, ponieważ jak napisałam, moja skóra reagowała tak dotychczas na wszystkie kosmetyki tego typu. No nic, zapytam Mamę, czy nie pogardzi napoczętą paczką chusteczek, a drugą wyślę przyjaciółce :)

Zalety produktu? Cudownie pachnie :)

Ze łzami w oczach i spojówkami jak u królika sięgnęłam po mleczko do demakijażu. Być może to wina podrażnień po chusteczkach, bo znów poczułam pieczenie. Co prawda nie tak koszmarne jak w przypadku chusteczek, ale mimo wszystko. Podrażnienia były jednak do wytrzymania, więc postanowiłam dokończyć zmywanie. Po skończonym zabiegu popatrzyłam w lustro. Makijaż co prawda wyglądał na zmyty, ale poza tym wyglądałam jak sieden nieszczęść. Pozdrażniona skóra, zaczerwienione oczy, pot spływający po twarzy :) Dopiero następnego dnia okazało się, że jednak nie zmyłam oczu tak dokładnie jak mi się wydawało. Rano wyglądałam jak pobita panda... No nic, dam mleczku jeszcze szansę. Póki co nadal ufam niezawodnemu najzwyklejszemu kremowi Nivea, którym od lat usuwam make up :)

Po przebojach z kosmetykami do demakijażu aż bałam się sięgnąć po krem na noc. Tu na szczęście zostałam miło zaskoczona. Krem, nie dość, że ma fantastyczny zapach, rewelacyjnie nawilża i pozostawia uczucie świeżości na cały wieczór. Ma przyjemną kosnystencję i łatwo się rozprowadza. Rano skóra sprawia wrażenie nawilżonej i mięciutkiej, krem absolutnie nie wywołuje podrażnień ani (przynajmniej w moim przypadku) alergii. Tak, ten kosmetyk mogę polecić z czystym sumieniem.

Próbek mleczka z oczywistych powodów nie używałam, ale kiedy tylko uda mi się je rozdać, poproszę o jakiś feedback.

Ogólnie nie mogę powiedzieć, że jestem niezadowolona z testów, ponieważ, jak napisałam na początku, nie oczekiwałam cudów. Mam dość wrażliwą skórę, skłonną do alergii, podrażnień, wysypek i wszelkiej maści przygód, bez których naprawdę spokojnie mogłabym się obyć. Miałam tylko nadzieję, że krem nie okaże się niewypałem i tu się nie rozczarowałam. Używam go codziennie i robię to naprawdę z dużą przyjemnością.

Jeżeli więc szukacie dobrego kremu na noc do skóry "ogólnej" (czyli niepomarszczonej, nie 30/40/50/70+, bez skłonności do...), to z czystym sumieniem Wam go polecam.

W związku z tym, że ostatnio trafiło do mnie kilka pudełek testowych różnych firm, w najbliższym czasie możecie spodziewać się wpisów głównie na ten właśnie temat :)

Miłęgo weekendu!
Vrubble